czwartek, 1 października 2015

Ot takie nasze marzenie...

Adopcja, adopcja, adopcja...
          Pierwsza próba nawiązania kontaktu z ośrodkiem adopcyjnym nastąpiła w marcu ponad dwa lata temu. Po długiej i wyczerpującej rozmowie z panią pedagog doszliśmy do wniosku, iż chyba ta droga rodzicielstwa również jest nie do przejścia dla nas.Nie miałam pojęcia czy damy radę przejść przez tą całą biurokrację,która przerażała mnie. Mieliśmy wrażenie, że najpierw liczą się dziwne i niepotrzebne świstki. Czuliśmy się jak w jakimś hipermarkecie, w którym wybiera się najlepszy produkt, towar. Rozumieliśmy, iż liczy się dobro dziecka i niektóre dokumenty trzeba dostarczyć, ale bez przesady. Niestety pani nie potrafiła opowiadać pięknymi słowami o macierzyństwie z serduszka. I nie chodziło nam, że ma przybliżyć nam cukierkowy świat adopcji. Pamiętam jak wyszliśmy z ośrodka - płakać chciało mi się cały czas. Doszliśmy do wniosku - "trzeba będzie nauczyć żyć się dwójkę" :(. Było to straszne...
          Jednak rok temu miej więcej o tej porze wydarzyło się coś, co pozwoliło nam wrócić do tematu na nowo. Koleżanka, która prowadzi rodzinne pogotowie opiekuńcze namieszała w naszym życiu, sercach i głowach... To przez nią, a może raczej dzięki niej :) postanowiliśmy zmierzyć się z tym wszystkim co nas przerastało, ale w innym ośrodku. Przeszukałam cały internet w poszukiwaniu najlepszego ośrodka. I udało się... znalazłam ośrodek godny polecenia. Do naszego ośrodka z pod domu mamy jakieś 100 km w jedną stronę. Warto było.
         W nowym ośrodku najpierw liczyliśmy się my, potem nasze oczekiwania, a na końcu świstki. I nasze zdziwienie było wielkie, gdy pani pedagog przeglądała nasze dokumenty. Okazało się, że wiele dokumentów - oni nie potrzebują. Wyszliśmy pełni nadziei i z głową pełną marzeń,szczęśliwi :). W końcu, ktoś nas rozumie:)
          W chwili obecnej adopcja wydaje nam się jedynym rozwiązaniem i dzięki zmianie ośrodka wierzymy, że jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie. Wyzwanie jakim jest podjęcie odpowiedzialności za prawidłowy rozwój emocjonalny, zdrowotny, wychowanie i wykształcenie naszych przyszłych dzieci. Naszym dzieciom chcemy dać przede wszystkim miłość i szczęśliwy dom :). Chcemy przekazać im wiele ważnych wartości, które wpoili nam nasi rodzicie. Chcemy być dla nich wzorem i przykładem kochającej się rodziny. Pragniemy wprowadzić w życie naszych dzieci radość, spokój ducha i szczęście. Ot takie nasze marzenie...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz