A dzisiaj w mojej pracy moja przyjaciółka podzieliła się ze mną swoim szczęściem. Powiedziała do mnie: "wiesz ten zeszłotygodniowy rotawirus, to nie był rotawirus. Miałaś rację, będziemy rodzicami po raz trzeci." Wiem, że planowali kolejne dzieciątko. Miałam wrażenie, że moja reakcja trochę ją zaskoczyła. Większość osób z jej otoczenia zamiast pogratulować, skomentowali to dziwnym pytaniem (czy zaliczyliście wpadkę?). A ja tak na prawdę się ucieszyłam, przytuliłam ją i mówię do A. "przecież chcieliście".
Znając już dosyć dobrze moją A., myślę, że bała się mojej reakcji i czy mnie nie urazi i nie sprawi mi w ten sposób przykrości. Na temat mojego macierzyństwa i rodzicielstwa rozmawiałyśmy i rozmawiamy dużo i często. To właśnie A. daje mi ogromne wsparcie. Tak bardzo mi/nam kibicuje. Wiem, że zawsze mogę na niej polegać. Kochana, moja A. - dziękuje, że jesteś :). Pamiętaj uwielbiam Ciebie i Twoją rodzinkę :). Trzymam kciuki za Was :)
A ja... hmm... nie mam żalu, nie mam pustki w sercu. W sercu mam dziś tylko tęsknoty za czymś czego być może nie doświadczę. Nie potrafię poradzić sobie z uczuciami/rzeczami (nie wiem jak to nazwać) jak: ruchy maleństwa, bicie serduszka,wzrastanie nowego życia we mnie. Nie przerażają mnie zmiany zachodzące w moim organizmie. Ktoś może zarzucić mi: jak możesz tęsknić za czymś czego nie znasz?! A to przecież instynkt macierzyński. I wciąż zadaje sobie to pytanie: "Jak z tym poradzić sobie mam?" A Wy, kochane jak sobie dałyście z tym radę?
Uciekam do codziennych obowiązków ;)
Uciekam do codziennych obowiązków ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz