poniedziałek, 5 października 2015

Moje rozterki...

          Od kilku dni w mojej głowie kotłują się różne myśli dotyczące dwóch pytań, które zadał mi kolega w zeszłym tygodniu. Oba pytania dotyczyły kwestii wiary. Nigdy nie zastanawiałam się na tym w tym aspekcie. A on czasem mnie przeraża. Potrafi wyczytać moje emocje, nastroje i to co dzieje się ze mną jak z otwartej książki. Jedno z tych pytań nie daje mi spokoju. Wciąż nad tym się zastanawiam. Otóż zapytał mnie: "Czy wierzysz w Boga?" - i tu odpowiedź była natychmiastowa i twierdząca. Jednak następne pytanie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba: "Czy wierzysz Bogu?". I tu nastała długa cisza... Zaczęłam się zastanawiać... Niestety nie wierzę Bogu. Nie potrafię MU zaufać, a tak bardzo chciałabym. Chyba obraziłam się na Niego i chyba tak do końca nie pogodziłam się w moim mniemaniu z niesprawiedliwym losem :(. Mam nadzieję, że to się zmieni z czasem.

          A dzisiaj w mojej pracy moja przyjaciółka podzieliła się ze mną swoim szczęściem. Powiedziała do mnie: "wiesz ten zeszłotygodniowy rotawirus, to nie był rotawirus. Miałaś rację, będziemy rodzicami po raz trzeci." Wiem, że planowali kolejne dzieciątko. Miałam wrażenie, że moja reakcja trochę ją zaskoczyła. Większość osób z jej otoczenia zamiast pogratulować, skomentowali to dziwnym pytaniem (czy zaliczyliście wpadkę?). A ja tak na prawdę się ucieszyłam, przytuliłam ją i mówię do A. "przecież chcieliście".
          Znając już dosyć dobrze moją A., myślę, że bała się mojej reakcji i czy mnie nie urazi i nie sprawi mi w ten sposób przykrości. Na temat mojego macierzyństwa i rodzicielstwa rozmawiałyśmy i rozmawiamy dużo i często. To właśnie A. daje mi ogromne wsparcie. Tak bardzo mi/nam kibicuje. Wiem, że zawsze mogę na niej polegać. Kochana, moja A. - dziękuje, że jesteś :). Pamiętaj uwielbiam Ciebie i Twoją rodzinkę :). Trzymam kciuki za Was :)

          A ja... hmm... nie mam żalu, nie mam pustki w sercu. W sercu mam dziś tylko tęsknoty za czymś czego być może nie doświadczę. Nie potrafię poradzić sobie z uczuciami/rzeczami (nie wiem jak to nazwać) jak: ruchy maleństwa, bicie serduszka,wzrastanie nowego życia we mnie. Nie przerażają mnie zmiany zachodzące w moim organizmie. Ktoś może zarzucić mi: jak możesz tęsknić za czymś czego nie znasz?! A to przecież  instynkt macierzyński. I wciąż zadaje sobie to pytanie: "Jak z tym poradzić sobie mam?" A Wy, kochane jak sobie dałyście z tym radę?         
          Uciekam do codziennych obowiązków ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz