Dwa i pół roku temu wybraliśmy się do OA w naszym mieście. Wtedy szliśmy z wielką nadzieją, radością i marzeniami...Niestety OA bardzo nas do zraził do siebie. Nie liczył się człowiek i jego historia (i pomijam tu kwestię dotyczącą formalności). Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w hipermarkecie i dokonywali wyboru i zakupu najlepszego produktu. Byliśmy zrozpaczeni. Kolejna nasza droga do macierzyństwa została zamknięta :(. A może znaleźliśmy się w nieodpowiednim czasie i miejscu?!
Jednak los, a może "Szef" chciał inaczej?! W zeszłym roku zadzwoniła do mnie znajoma, która prowadzi Rodzinne Pogotowie Opiekuńcze. To właśnie ona swoim telefonem spowodowała, iż nasz świat znowu wywrócił się do góry nogami. To dzięki niej zaczęliśmy się zastanawiać po raz wtórny nad adopcją. W końcu decyzja zapadła: "próbujemy, ale na pewno nie w naszym OA". Internet okazał się cennym źródłem informacji. Wybór padł na ośrodek oddalony o 100 km od naszego domu.
Po skompletowaniu wszystkich potrzebnych dokumentów i druków, które otrzymaliśmy w OA w naszym mieście, umówiłam nas na spotkanie w OA.
Tak więc, środa 26 listopada 2014 r. godzina 16.00 to ta data, która nabrała nowego znaczenia :).
Pokonując drogę do ośrodka, byliśmy przerażeni i pełni wątpliwości: "czy to będzie dobry ośrodek?", "a co zrobimy, jeśli okaże się, że on nie spełnia naszych oczekiwań?" itd.
Trafiliśmy do bardzo uprzejmej, uśmiechniętej, życzliwej i starszej pani pedagog. Ona okazała nam wiele wyrozumiałości i oparcia, rozwiała nasze wątpliwości. Ważny był człowiek. Przeglądała nasze zebrane dokumenty odrzucała te, których oni nie potrzebują. Nasze zdziwienie było wielkie... Pedagog też właśnie wtedy powiedziała nam, że: na maleństwo czeka się około 2-3 lata od momentu rejestracji (czyli 26.11.2014), ale jest to bliżej 2-óch lat, a na rodzeństwo jeszcze krócej :). Tak, więc rok za nami...:). Jednak muszę przyznać, że już kompletowałabym sobie wyprawkę, noo ale muszę grzecznie czekać...
Na dzień dzisiejszy jesteśmy po szkoleniu, które zakończyło się 5 listopada br. Na przełomie listopada i grudnia ma zebrać się komisja i "pracować" nad naszymi kwalifikacjami. Tak sobie myślę, że przeczekam do mikołajek i potem zadzwonię do OA dowiedzieć się o nasze kwalifikacje.
Wczoraj wybraliśmy się do mojego brata na andrzejki :). Mieszka jakieś 65 km od nas , tak więc zostaliśmy na noc. Wręczyliśmy mojej chrześnicy prezent mikołajkowy, który sprawił jej wiele radości :). Moja bratowa jest w drugiej ciąży :) i wczoraj oficjalnie wszystkich poinformowała, że będzie SYN. Będzie bratanek. Na razie są trzy dziewczynki (dwie córeczki siostry i jedna brata) oraz siostrzeniec mojego M. Gratulacje dla tej powiększającej się rodzinki.
I tym optymistycznym akcentem - uciekam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz