sobota, 26 września 2015

Wspomnień czar...

Dzisiaj tak jakoś wzięło mnie na wspomnienia... ach

          Z moim kochanym M znamy się bardzo długo. Oboje byliśmy uczniami tej samej szkoły podstawowej i klasy również ;). Już wtedy zwróciliśmy na siebie uwagę. Mojemu przyszłemu mężowi podobały się moje rumieńce i długie włosy. Mnie spodobał się jego uśmiech, inteligencja oraz upór w dążeniu do celu. Pamiętam jak wtedy wyznawał mi już  miłość - rysował obrazki na których darował mi swoje serducho, gdzieś na dachu swojego domu również napisał wyzwanie. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy jaki Skarb, kręci się wokół mnie :). Były to takie pierwsze ważniejsze szkolne miłości. Po ukończeniu szkoły podstawowej każdy z nas poszedł w swoją stronę i kontakt powoli się urywał. A całkowicie urwał się w momencie , gdy wyjechałam na studia poza rodzinną miejscowość. To był czas kosztowania i smakowania życia...
          Po raz kolejny spotkaliśmy się przypadkiem - u naszej nauczycielki ze szkoły podstawowej. To On mnie poznał - co prawda po głosie ;).  A ja - niestety nie poznałam Go :(. Jednak dostał mój nr telefonu od nauczycielki i tak się zaczęło wszystko na nowo ;). Od tamtego zdarzenia minęło blisko dziesięć lat, a siedem już (a może dopiero?) po ślubie.
         Przez cały czas towarzyszyła nam liczba "13". Tak więc, mój Kochany postanowił mi się oświadczyć trzynastego w trzynasty miesiąc bycia razem. Mieszkałam już wtedy sama w moim niewielkim mieszkaniu. Oj bardzo się postarał... Od parteru aż na drugie piętro były rozsypane płatki róż (nie wiedziałam, że to dla mnie - i szłam po nich tak delikatuśnie, by nie zepsuć czyjejś dekoracji). A w mieszkaniu  znowu płatki róż, płonące świece i nasza ulubiona muzyka oraz kolacja przy świecach. Byłam oszołomiona, że praktycznie niewiele zjadłam. I w końcu klęknął przede mną i zadał właśnie to pytanie: "czy zostaniesz moją żoną?". Zgodziłam się bez wahania ;).
To był początek do naszego wspólnego życia :)
cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz